wtorek, 29 września 2009

mieszam zieloną herbatę widelcem....

Nastąpiło załamanie pogody. Miało przyjść w czwartek, spóźniło się i przyszło dziś, a w zasadzie już w nocy, czyli trochę wczoraj.  Padało i wiało...i to nawet nie od wpływu wody ognistej....Indianie to dopiero mieli życie....

Zamiast wody ognistej piję ostatnio herbatę zieloną. Bo wody ognistej nie pijam, więc czymś należało to zastapić...Od pewnego czasu mieszam ją widelcem....chciałabym, aby stało się to nową, świecką tradycją....mieszanie zielonej (koniecznie liściastej) herbaty widelcem. Idziesz do pijalni, a tam każdy do filiżanki lub tykwy dostaje widelec do mieszania naparu.... Jednakże...może być to równie niebezpieczne, co podniecające i nowatorskie...przecież może dojść do widelcoczynów i działania w afekcie....hmm...

Importerzy "jerbamate" strzeżcie się.... :D

a w ogóle to zgubiłam się...zgubiłam...jak Lilo lub Stich....

1 komentarz:

  1. wyolbrzymiasz rolę widelca.

    w ogóle skoro zielona liściasta herbata powinna być pita dopiero przy drugim parzeniu kiedy liście się rozwiną, to powinniśmy dostawać jedną herbatę gratis. Jak już będę miała swoją kawiarnioherbaciarniocukiernię to pomyśłę nad tym.

    OdpowiedzUsuń